bez tajemnic, czyli tajemnicze nazwy oczywistych rzeczy

Nauka w szkole potrafi nieźle namieszać w głowie. Do tego stopnia, że w końcu przestajemy rozumieć nawet proste i oczywiste rzeczy.  Już sama ich nazwa często wprowadza zamęt, swoim poważnym brzmieniem zbijając nas z pantałyku i utwierdzając w przekonaniu, że na pewno nie będziemy w stanie niczego zrozumieć, zaś jej wyjaśnienie, w postaci definicji, niczego nie wyjaśnia.  Oto kilka zjawisk, o których dużo słyszymy w szkołach, ale często nie to, o co w nich naprawdę chodzi.

Rozmnażanie płciowe . Tu sama nazwa wzbudza dreszczyk emocji, wiadomo, tam gdzie  płeć, to może blisko i  seks…  A przecież seks  /sex / to po łacinie właśnie płeć. I tak niepostrzeżenie, nawet nie próbując zrozumieć istoty i sensu rozmnażania płciowego, przeskakujemy zwykle do seksu i wszelkich emocji z nim związanych.  Błąd !  Bo tam gdzie emocje, tam o rozum trudno. images  Takie emocje, jak zakochanie, pożądanie, zauroczenie zostają nam  ,,wgrane” z pominięciem naszej woli i rozumu, abyśmy nie zapomnieli o rozmnażaniu, które zapewnia ciągłość trwania życia. No dobrze, czy nie wystarczy, że stary organizm  da początek młodemu, bez tych wszystkich komplikacji w postaci płci itd.?

IMGP6394  Ten typ rozmnażania istnieje w przyrodzie i nazywa się rozmnażaniem bezpłciowym.  Problem polega na tym, że młody organizm  dziedziczy wszystkie cechy po swoim przodku, jest więc identyczny jak on.  Identyczne będą też wszystkie jego dzieci i wnuki i pra pra pra pra ……… wnuki. Na tym polega klonowanie, czyli powielanie organizmów. Ma to swoje dobre strony, na przykład przy bezpłciowym rozmnażaniu przez zaszczepki cennych odmian drzew owocowych, aby wszystkie drzewka były tak samo wartościowe.

IMGP6393  W przypadku rozmnażania płciowego, młody organizm dziedziczy cechy dwóch dorosłych : ojca i matki. Dzięki temu cechy zostają wymieszane, co ułatwia  przystosowanie się do środowiska i pozwala uniknąć dziedziczenia cech negatywnych, jak skłonność do chorób itp. Dlatego wśród organizmów rozmnażających się płciowo nie ma dwóch identycznych, z wyjątkiem bliźniąt jednojajowych.

IMGP6397 W takim razie, czy nie lepiej byłoby mieć nie dwóch, lecz np pięciu rodziców ? A po co ?  Dziedzicząc tylko po dwóch, mamy cechy 4 dziadków, 8 pradziadków, 16 prapradziadków, 32 praprapradziadków i okazuje się, że 500 lat temu mieliśmy około pół miliona przodków. To chyba wystarczy do dokładnego wymieszania cech dziedzicznych. Tymczasem, gdybyśmy rozmnażali się bezpłciowo, ten przodek byłby tylko jeden.

Tak więc cała ta trwająca tysiące lat płciowa afera, objawiająca się zakochaniem, pożądaniem, bukietami kwiatów, szminką, stringami, szpanem, walkami, wojnami, zazdrością, pięknymi powozami i szybkimi samochodami ma na celu tylko jedno: aby nasze cechy zmieszać z cechami osoby, która ma same zalety, jest najlepsza i najpiękniejsza.  Ale przecież takich osób jest bardzo mało…   Ano  właśnie, do rozwiązania tego problemu służy miłość ….

Strefy czasowe.  Ziemia obraca się wokół  własnej osi, o tym wie każde dziecko. Na stronie zwróconej ku Słońcu panuje dzień, na przeciwnej zaś – noc.

noc_i_dzien

Czas, który zajmuje Ziemi  jeden pełny obrót, nazwano dobą i podzielono na 24 ,,kawałki” czyli godziny. To że w różnych miejscach jest różna pora dnia , przez całe dzieje ludzkości aż do XX wieku nie miało żadnego znaczenia. Nikogo nie obchodziło, że jeżeli nad krakowskim rynkiem wschodzi słońce, to w Madrycie jest jeszcze ciemna noc, a pod Moskwą  chłopi w polu szykują się do przerwy śniadaniowej / o ile car ma dobry humor /. Tego po prostu nie można się było dowiedzieć, gdyż nie było telefonów, podróżowano zaś konno lub piechotą.

Z chwilą wynalezienia szybkich środków komunikacji różnice w czasie zaczęły ludziom przeszkadzać. Pozornie najlepszym wyjściem byłoby wprowadzenie tego samego czasu na całej Ziemi. Jednak to głupi pomysł. Tylko w jednym miejscu / ściślej :na jednym południku / czas ten zgadzałby się  z prawdziwą porą dnia, czyli południe wypadałoby o 12.00 a północ o 24.00.  Powstałyby spory, które miejsce na Ziemi miałoby być tym wybranym i uprzywilejowanym. Łatwo się domyślić, że nie byłby to Borek Wielki ani nawet Warszawa. Pół biedy, jeśli byłby to Londyn, wówczas południe wypadałoby w Borku Wielkim około 10.30, a więc dałoby się to znieść. Gorzej, jeśli  miano centrum świata wywalczyłby sobie Nowy Jork albo nie daj Boże  Honolulu. Wówczas  w pierwszym przypadku południe mielibyśmy o 6 rano, a w drugim, o zgrozo, o 24 tej. Mnie się to nie uśmiecha … .

Na całe szczęście zamiast jednego czasu, wprowadzono ich 24, czyli tyle, ile godzin liczy doba i w ten sposób w każdym miejscu na Ziemi czas zegarkowy mniej więcej zgadza się z pozornym ruchem słońca, wyznaczającym  czas  prawdziwy, czyli słoneczny.

.strefy-czasowe  Strefy czasowe  nie przebiegają dokładnie wzdłuż południków, gdyż jest wygodniej, aby w miarę możliwości pokrywały się z granicami państw.

tz1  Państwa o wielkiej powierzchni, jak np. USA,  obejmują  kilka stref czasowych.

Time_zones_of_Europe  Polska leży w strefie czasu środkowoeuropejskiego.

7 Strefy czasowe różnią się o  pełną  godzinę.  Tak więc, wskazówka minutowa na całym świecie pokazuje tyle samo.

   W skrócie : strefy czasowe wprowadzono po to, by czas pokazywany przez zegarki wszędzie  był zbliżony do naturalnego czasu , wynikającego z pozornej wędrówki słońca. 

Czas letni i zimowy. Wielu ludzi zastanawia się nad sensem wprowadzania czasu zimowego.  Tymczasem to właśnie czas zimowy jest naszym czasem strefowym i nie wymaga żadnego specjalnego wprowadzania.  Czas letni , przesunięty o godzinę do przodu, został ustanowiony jako obowiązujący od kwietnia do października, aby wydłużyć po południu o godzinę możliwość korzystania ze światła słonecznego. Czas letni i zimowy to czasy urzędowe.

Czy południe  wypada o godzinie 12.00 ?  U nas w Borku Wielkim niestety nie, ponieważ   to szczęście, żeby południe, czyli górowanie słońca, przypadało punktualnie  o godzinie 12.00 maja tylko miejscowości leżące dokładnie na południku 15° E, czyli np. Stargard Szczeciński, i to wyłącznie w czasie zimowym.  W Borku Wielkim południe wypada o 11.33.  W różnych miejscach na terenie Polski są to godziny  od 11.24  / na wschodnich  krańcach /  do  12.04  / na krańcach zachodnich/.  W czasie letnim nigdzie w Polsce słońce nie góruje o godz. 12.00,  lecz w godzinach od 12.24 do 13.04. W Borku Wielkim o 12.33.  Tak więc ,dla nas, zarówno czas letni jak i zimowy są w równym stopniu prawdziwe i oszukują nas każdy o około pół godziny w przeciwne strony.

PolskaCzasy  Ta mapka przedstawia sytuację,  gdy na zegarkach w całym kraju mamy godzinę 12.00  w czasie zimowym  lub 13.00 w czasie letnim.

W skrócie : czas zimowy i letni to czasy urzędowe, z których czas zimowy pokrywa się z właściwym dla naszego położenia czasem strefowym. W Borku Wielkim południe słoneczne następuje o 11.33 w zimie i 12.33 w lecie. 

Linia zmiany daty.  Czy można stać lewą nogą na wtorku  a prawą na środzie ? Jasne, i to wcale niekoniecznie z  tajemniczą linią  zmiany daty między nogami.  Jest to możliwe wszędzie na granicy stref czasowych, najbliżej nas na granicy z Ukrainą.  Na przykład  we wtorek o godzinie 23.25 na  ukraińskiej  stronie jest już środa godz. 0.25.   Tymczasem w  Chinach środa trwa już od ładnych kilku  godzin, zaś w  Stanach Zjednoczonych  jest dopiero wtorek po południu.  Z biegiem czasu wtorek kurczy się coraz bardziej , a środa rozszerza,, aż w końcu wtorek zniknie, środa zajmie całą Ziemię, a wkrótce gdzieś tam pojawi się kawałeczek czwartku.  Tylko gdzie ? No własnie, na linii zmiany daty, którą ustalono umownie w pobliżu 180 południka, a więc na terenach praktycznie niezamieszkałych ze względu na Ocean Spokojny.   Tak więc na Ziemi praktycznie ciągle mamy dwie daty i już nas to nie dziwi. Linia zmiany daty to jest to miejsce, gdzie pojawia się całkiem nowy dzień, który nigdzie jeszcze nie występował.  Taka data – dziewica.  Oczywiście, zwykły dzień nie wzbudza specjalnych emocji, ale np. 01 stycznia 2000 r. – ho ho , to już niezła gratka, na której można sporo zarobić.  Takiej pokusie nie oparły się władze  Kiribati, które przesunęły linię zmiany daty , tym sposobem stając się  pierwszym ,,posiadaczem” tego  atrakcyjnego dnia. Przesunęli tę linię tak daleko, że środa pojawia się u nich wtedy, gdy nie wszędzie zdążył zakończyć się poniedziałek,  więc w jednej chwili występują nie dwa, a trzy dni : poniedziałek, wtorek i środa. Proste, nie ?

Każdy mieszkaniec Ziemi o północy przez krótką chwilę mógłby stać dwoma nogami w dwóch różnych dniach /oczywiście gdyby obowiązywał czas słoneczny, a nie strefowy /. Jednak po obu stronach linii zmiany daty zawsze mamy dwa różne dni, przy czym  jeśli po wschodniej stronie jest wtorek, to po zachodniej środa.