Czarny dobrodziej.

Wyobraźmy sobie, że wśród leśnych zwierząt rozpisano  głosowanie, mające wyłonić  największego dobroczyńcę.  Oczywiście, w zwyczajach zwierząt nie leży  świadome czynienie dobra na rzecz innych gatunków. To domena typowo ludzka, podobnie zresztą, niestety,  jak rozmyślne czynienie zła. Chodzi raczej o zwierzę, z którego inne mają  konkretny pożytek, ściślej, którego obecność umożliwia bytowanie innym.  Kandydatów jest sporo, chociażby mucha, dzięki której żyją pająki, muchołówki, jerzyki i mnóstwo innych zwierząt…  No nie, żartowałem,  nie chodzi o ofiarę z życia, zresztą z braku much  można posilić się chociażby  komarami . Osobiście, gdybym miał  zaryzykować, postawiłbym na zwycięstwo dzięcioła czarnego.

fot. G. Bury

I nie chodzi bynajmniej o to , że to  „lekarz drzew”  ,  wszak referendum rozpisano wśród zwierząt.  Rzecz w tym, że, po pierwsze,  ptak  ten jest największym naszym dzięciołem, wielkością  prawie dorównującym  gawronowi. Po drugie zaś, gnieździ się w samodzielnie  wykutych, co roku nowych  dziuplach. W czym tu zasługa ?  Z tych faktów wniosek  nasuwa się  sam.  Wszystkie dziuplaki / tym mianem określa się ptaki gniazdujące w dziuplach /  na tyle duże, że nie mieszczą się  w gniazdach innych dzięciołów, a same przecież dziupli  kuć nie potrafią,  uzależnione są  od obecności dzięciołów czarnych ! Kraski, gołębie siniaki, gągoły, włochatki, aby założyć gniazdo, muszą skorzystać z opuszczonej dziupli tego dzięcioła. Robią to chętnie również inne ptaki, jak dudki, szpaki i kawki.   Jakby tego było mało, korzystają z nich także  ssaki, jak wiewiórki, kuny i nietoperze, a nawet  leśne pszczoły. Tak więc ,,rynek wtórny” mieszkań dla bywalców lasu ma się dzięki dzięciołowi czarnemu doskonale.

fot. G. Bury

Wykucie dziupli  parze dzięciołów czarnych zajmuje do 3 tygodni. Kują ją  kilka metrów nad ziemią, najchętniej  w pniu spróchniałym w środku, potrafią jednak pracować  w drzewie zupełnie zdrowym, nawet tak twardym jak buk.

fot. G. Bury

Obydwoje  rodzice wysiadują jaja i karmią młode. Pożywienie dla piskląt dzięcioły czarne magazynują w wolu i nie muszą nosić go w dziobie, dlatego mogą sobie pozwolić na dalsze wyprawy. Odwiedzają  więc dziuplę o wiele rzadziej niż na przykład  dzięcioły duże,  które ciągle kursują do gniazda ze zdobyczą upchaną w dziobie.

fot. G. Bury

Na obydwu zdjęciach dzięcioły duże zdradzają swoje upodobania kulinarne. Bez wątpienia mrówki należą do ich przysmaków, podobnie jak innych gatunków dzięciołów, również czarnego.

fot. G. Bury

Dzięcioły duże są znacznie mniejsze od czarnych. Swą nazwę zawdzięczają temu, że są największe wśród pospolitych dzięciołów pstrych, do których należą również dzięcioł średni i mały  zwany dzięciołkiem.

fot. G. Bury

Młode dzięcioły czarne są niezwykle żarłoczne i niecierpliwie wyglądają rodziców przylatujących z pożywieniem.

fot. G. Bury

Wśród piskląt samce wyróżniają się wyraźnie widoczną czerwoną  ,,czapeczką”  na głowie.

fot. G. Bury

Dorosłe osobniki obwieszczają swą  obecność w lesie charakterystycznym bębnieniem. Uderzają  dziobem z ogromną częstotliwością  w suchą gałąź lub inny odpowiednio rezonujący fragment drzewa. Robią tak również inne gatunki dzięciołów. Powstający przy tym donośny dźwięk, przypominający pracę wiertarki udarowej,  najłatwiej usłyszeć wczesną wiosną. Wtedy ptaki łączą się w pary, zaś bębnienie to ich śpiew godowy w wersji instrumentalnej.

fot. G. Bury

Uchwycony na tym zdjęciu dzięcioł czarny  jako instrument wykorzystał starą budkę lęgową.

fot. G. Bury

Dzięcioły czarne komunikują się również głosem. Wydają przeciągłe, wysokie dźwięki, siedząc na eksponowanym stanowisku wysoko w koronie drzewa.

fot. G. Bury

Nie tylko nietoperze śpią w pozycji wiszącej.  Udało mi się  uchwycić na zdjęciu młodego dzięcioła czarnego, który uciął sobie popołudniową drzemkę, zawieszony pazurami na pniu martwej jodły. Oczywiście  spał głową do góry.

Uczta czyżyków.

Czyże, zwane częściej czyżykami, najłatwiej obserwować w chłodnej porze roku. Stada tych ptaków są wówczas doskonale widoczne wśród ogołoconych z liści koron drzew. Od czasu do czasu zrywają się gwałtownie do lotu. Towarzyszy temu zadziwiająco głośny szum. Nic dziwnego, bo choć to niewielkie ptaszki, ich stada liczą często ponad sto osobników. Lecąc szybko i nisko, zbitą gromadą, z podziwu godną synchronizacją wykonują wszelkie manewry. Lot każdego z nich składa się z następujących po sobie faz aktywnego wznoszenia i pikowania ze złożonymi skrzydłami, co doskonale widać na zdjęciu.

fot. G. Bury

Na krótką chwilę każdy z ptaków zmienia się  w torpedowaty pocisk, poruszając się siłą rozpędu. Znalazłszy odpowiednie drzewo, czyżyki, wciąż trzymając zwarty szyk, równie szybko jak wystartowały, lądują i biorą się za żerowanie.

fot. G. Bury

Na olszy, wiązie czy brzozie, dokonując cudów ekwilibrystyki, uwijają się wśród najcieńszych gałązek. Tylko co one tam jedzą ?

fot. G. Bury

 W tym przypadku widać wyraźnie, że są to rozwijające się pąki kwiatowe wiązu. Nie jest to pokarm zbyt kaloryczny, jednakże stanowi przyjemną odmianę, po mało zróżnicowanej diecie zimowej, składającej się głównie z nasion olszy.

fot. G. Bury

Samica czyżyka, co jest typowe dla wielu gatunków ptaków, szczególnie śpiewających, posiada skromniejsze od samca upierzenie.

fot. G. Bury

 Samiec wygląda okazalej i pięknie śpiewa, ale to samica dokonuje wyboru wśród zalotników. Wydaje się to sprawiedliwe.

W naszym gatunku, piękne i strojne kobiety przebierają wśród skromnych absztyfikantów. To bynajmniej sprawiedliwe nie jest…

Jak one to wytrzymują ?

Zima daje się nam w tym roku ostro we znaki i wielu na ten stan rzeczy narzeka, choć przecież spędza swój czas w ciepłym mieszkaniu, jeździ ogrzewanym samochodem i tak naprawdę niewiele ma kontaktu z zimową aurą. Psy i inne zwierzęta domowe korzystają z bud, stajni, obór, chlewików, kurników, cielętników, owczarni, koziarni i jak tam się jeszcze te zwierzęce mieszkania nazywają, nie musząc troszczyć  się o pożywienie. Tymczasem leśne zwierzęta cały swój żywot pędzą pod gołym niebem.  Jeśli uświadomimy to sobie leżąc pod ciepłą kołderką w mroźną zimową noc, gdy za oknem słychać wyjący lodowaty wicher, rodzi się w głowie pytanie : jak one to wytrzymują ? Przecież coś muszą jeść,  gdzieś spać, jakoś chronić się przed zimnem.

/ Fot. G. Bury /

Im mniej przebywamy na polu / na dworze, na świeżym powietrzu, różnie się to w różnych miejscach mówi /, tym trudniej nam zrozumieć wytrzymałość zwierząt na zimno. Sikorka czy sarna skacząc  po śniegu na swoich bosych łapkach wydają się być jednak całkiem zadowolone.

  Kruk kroczy dumnie nie przejmując się śniegiem, a przecież nie ma butów…                              / Fot. G. Bury /

Cała tajemnica tkwi w krążeniu krwi w organizmie. Gorąca krew z wnętrza ciała, pompowana do kończyn, chroni je przed zamarznięciem. Warunek jest jeden, poziom przemiany materii musi być odpowiednio wysoki, aby nadążyć z wytwarzaniem odpowiedniej ilości ciepła, a krążenie musi być sprawne. Tak właśnie się dzieje, gdy podczas dłuższego  wysiłku na mrozie czujemy, jak do skostniałych palców uderza gorąca krew. Nadmiar ciepła jest tak duży, że choć ściągniemy kurtkę, czapkę i rękawiczki, wciąż jest nam gorąco. Ten stan nie trwa jednak długo, organizm szybko włącza funkcję oszczędzania energii, spowalnia krążenie i uczuciem zimna zmusza nas do przeproszenia się z ciepłym odzieniem. U dzikich zwierząt przebywanie na mrozie powoduje, że poziom przemiany materii i szybkość krążenia krwi są stale wysokie. Jednak coś za coś. Wymaga to dostarczania dużych ilości substancji energetycznych z pokarmu, lub, gdy go chwilowo zabraknie, z zapasów tłuszczu.

Wczesną zimą sylwetki saren są zaokrąglone od zapasów tłuszczu pod skórą.     / Fot. G. Bury /

Tak więc, dla zwierząt, zimowym wrogiem numer jeden  jest nie mróz, lecz głód. Bo właśnie wtedy, gdy pożywienie jest najbardziej potrzebne, jest o niego najtrudniej.

O świeżej zieleni można tylko pomarzyć… trzeba się zadowolić suchymi badylami.  / Fot. G. Bury /

Sytuacja jeszcze się pogarsza, gdy  spadnie obfity śnieg. Jego pokrywa utrudnia dostęp do i tak skąpych zasobów pożywienia.  / Fot. G. Bury /

W takich warunkach  długie kończyny sarny rekompensują zwierzęciu swoją skłonność do  szybkiej  utraty ciepła,  pokazując,  na co je stać.

/ Fot. G. Bury /

Krótka szyja i bardzo długie kończyny utrudniają łosiom żerowanie na niskiej roślinności. Ich specjalnością jest obgryzanie gałązek drzew, które tak samo jak pędy traw i innych roślin są zbudowane głównie z celulozy.  / Fot. G. Bury /

Drapieżniki też nie mają lekko. Podstawą zimowej diety lisa są myszy i nornice, po które trzeba się pofatygować  pod warstwę śniegu.

/ Fot. G. Bury /

Wydry nie oddalają się daleko od wody. Te dwa osobniki wędrują po zamarzniętej rzeczce.  Aż ciarki przechodzą na myśl, że przy pierwszej sposobności obie wydry dadzą nurka pod lód, szukając ryb.

/ Fot. G. Bury /

Kruk to piękne i sprytne zwierzę. Jest mistrzem w znajdowaniu padliny, nawet podczas śnieżycy. / Fot. G. Bury /

Tak więc, aby skutecznie radzić sobie zimą, zwierzęta muszą mieć sprawne krążenie krwi  i szybką przemianę materii oraz  umieć znajdować odpowiednie dla siebie pożywienie. Te warunki spełniają tylko niektóre ptaki i ssaki. Jednakże na nic by się im to wszystko zdało bez odpowiedniej izolacji termicznej w postaci piór i futra.

Zimowe futro sarny jest gęściejsze, dłuższe i płowe,  w odróżnieniu od rudego futra letniego.  / Fot. G. Bury /

Wiosną sarny pozbywają się zbyt obfitego owłosienia.

 Podczas linienia nie wyglądają, niestety, zbyt elegancko. / Fot. G. Bury /

Jest jeszcze jeden czynnik, który wpływa na odporność zwierząt na trudne warunki zimowe. Jest to masa ciała. Im większe zwierzę, tym mniej traci ciepła w przeliczeniu na kilogram swej masy. W dużym bloku większość pokoi styka się z zewnętrznym, zimnym otoczeniem tylko jedną ścianą, zaś w małym domku – dwoma lub trzema i jeszcze dodatkowo sufitem i podłogą. Tak  więc ważący 150 kg jeleń wychładza się wolniej niż ważąca 30 kg sarna. Czy to oznacza, że ważąca 15 g sikorka / 10 000 razy mniej niż jeleń i 2 000 razy mniej niż sarna / nie ma szans na przeżycie mrozów ? Jasne, że ma, lecz dostarczyć musi dziennie swemu organizmowi  wysokokalorycznego paliwa w ilości zbliżonej do całej swojej masy. Trudno sobie wyobrazić jelenia pochłaniającego co dzień 150 kg mięsa i tłuszczu. Wystarczy mu wiązka niskokalorycznych badyli i gałązek.

  

    Porównanie wielkości sarny i jelenia, stojących dokładnie w tym samym miejscu, w tej samej odległości od aparatu. / Fot. G. Bury /

 

 

 

O co chodzi z tą superpełnią ?

Ten wpis dedykuję wszystkim zawiedzionym, którzy wyszedłszy  z domu w poniedziałkowy / 14.11.2016 /  wieczór, nie zobaczyli na niebie niczego szczególnego prócz zwykłego Księżyca w pełni, a słuchając szumnych zapowiedzi,  spodziewali się zapierającego dech spektaklu . Żeby uniknąć podobnych rozczarowań w przyszłości, trzeba sobie uświadomić, że   większość ciekawych zjawisk astronomicznych jest dla przypadkowego obserwatora mało widowiskowa lub wręcz niezauważalna.  Oczywiście, bywa i odwrotnie.

Do zjawisk astronomicznych, które wywieranym wrażeniem dosłownie zrzucają z nóg, zaliczyłbym przede wszystkim całkowite zaćmienie Słońca, w którym to astronomicznym spektaklu miałem okazję uczestniczyć, oczywiście jako widz, w 1999 roku na Węgrzech. Należy mieć świadomość, że wszelkie, często obserwowane zaćmienia częściowe , choćby nawet 90 % tarczy słonecznej było zakryte, w porównaniu z całkowitym, nie robią żadnego wrażenia. Do tej grupy najbardziej spektakularnych zjawisk zaliczyć można również   wyjątkowo intensywne deszcze meteorów oraz wielkie i jasne bolidy, których przelot kończy się eksplozją, jak w Czelabińsku w lutym 2013 r.

cci16112016_0001

Całkowite zaćmienie Słońca, zdjęcie wykonałem  w 1999 r. / fot. G. Bury /


Zjawiska, które co prawda łatwo zauważyć, jednak umkną uwadze przypadkowego obserwatora  lub wydadzą się mu  zupełnie zwyczajne, to na przykład koniunkcje, czyli pozorne  zbliżenia jasnych obiektów na niebie, zaćmienia Księżyca, częściowe zaćmienia Słońca czy choćby  fazy Księżyca.

11 45

Częściowe zaćmienie Słońca w marcu 2015 r.  / fot. G. Bury /

 

IMGP5096

Koniunkcja Księżyca, Wenus i Jowisza w grudniu 2008 r. / fot. G. Bury /


Wreszcie te, które dostrzegalne są  dla wąskiej grupy wtajemniczonych  lub wręcz nie da się ich obserwować nieuzbrojonym okiem, jak na przykład przejścia planet na tle tarczy Słońca, fazy Wenus i Merkurego czy zakrycia planet bądź gwiazd przez Księżyc.

09 05 (69) — kopia 2

Przejście Merkurego przed tarczą Słońca w maju 2016 r. / fot. G. Bury /

IMGP5075  Zakrycie Wenus przez Księżyc w grudniu 2008 r. / fot. G. Bury /


Łatwo się domyślić, że zdecydowana większość zjawisk, w tym listopadowa superpełnia, należy do  trzeciej grupy.  Przecież gdyby nie nagłośnienie w mediach, nikt by tego zjawiska nie zauważył. I nic dziwnego. Ale po kolei, najpierw kilka faktów, których znajomość konieczna jest do zrozumienia tego fenomenu.

  • Księżyc jest satelitą Ziemi, obiega ją po eliptycznej orbicie, a jeden obieg zajmuje mu 27 dni i prawie 8 godzin.
  • skoro orbita Księżyca jest elipsą, Księżyc w czasie jednego obiegu zalicza odległość najdalszą od Ziemi  /apogeum, średnio ponad 405 tys. km /  i odległość najbliższą  / perygeum, średnio nieco ponad 363 tys. km /.
  • w zależności od tego, jakie jest wzajemne ułożenie Księżyca, Ziemi i Słońca, widoczna  z Ziemi strona Księżyca jest w różnym stopniu oświetlona przez Słońce. W  fazie pełni Księżyc jest  ustawiony  dokładnie po przeciwnej stronie Ziemi w stosunku do naszej dziennej gwiazdy i cała jego widoczna część jest oświetlona.
  • fazy Księżyca są uzależnione od jego obiegu wokół Ziemi, jednak nie zapominajmy, że Ziemia również wykonuje swój własny ruch wokół Słońca, więc  aby ustawić się kolejny raz dokładnie w położeniu pełni, Księżycowi nie wystarczy jeden obieg wokół Ziemi, ale dorzucić musi jeszcze dodatkowe dwa dni wędrówki, co razem zajmuje około 29,5 dnia.

 Z powyższych faktów wynika, że fazy Księżyca i jego obieg, a co za tym idzie, odległość od Ziemi,  nie są ze sobą zsynchronizowane.    Pełnia równie często wypada  w momencie, gdy Księżyc jest stosunkowo blisko, średnio lub daleko od Ziemi.  Dotyczy to oczywiście także innych jego faz, ale to podczas pełni świeci on najjaśniej i najdłużej jest widoczny na niebie, wzbudza więc największe zainteresowanie  / kogo fascynowałaby np. ,,super pierwsza kwadra „?/. Tarcza Księżyca, gdy jest on bliżej Ziemi, ma nieco większe rozmiary kątowe .

ksiezyc-1

Na tej grafice przedstawiłem porównanie średnicy  tarczy Księżyca w dniu 14 listopada podczas perygeum  /lewa strona / i 14 września, cztery dni przed perygeum. / fot. G. Bury /


Jeżeli więc pełnia wypada blisko perygeum, rozmiary kątowe Księżyca oraz jego jasność są największe. Taka sytuacja zdarza się dość  często, przecież  w roku mamy 12-13 pełni i zawsze któraś wypadnie w pobliżu perygeum. Jednak poszczególne perygea różnią się między sobą stopniem zbliżenia  między Księżycem i Ziemią. 14 listopada pełnia zbiegła się z wyjątkowo bliskim perygeum, w dodatku była to synchronizacja bardzo dokładna, ponieważ oba zjawiska dzieliło tylko około 2 godzin. Oto i cała tajemnica superpełni.

dsc_0089

Księżyc krótko po pełni, wieczorem 14 listopada. / fot. G. Bury /


Sęk w tym, że nawet różnic   średnicy tarczy Księżyca w pełni  w skrajnych położeniach / perygeum i apogeum /, występujących przecież często i sięgających wówczas ponad 10 %,   nie jesteśmy w stanie zauważyć bez zestawienia ze sobą dwóch zdjęć wykonanych w tych samych warunkach i tym samym sprzętem.  Tymczasem różnica między średnicą kątową Księżyca podczas pełni październikowej, o której nikt nie trąbił, a podczas słynnej listopadowej superpełni wynosiła mały ułamek procenta ! Konia z rzędem temu, kto jest w stanie zauważyć różnicę !

Nie ulega wątpliwości, że mieliśmy do czynienia z ciekawym zjawiskiem astronomicznym. Jednak nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że ludzie zostali po prostu zmanipulowani. Owszem, dla astronomów pełnia była rzeczywiście wyjątkowa, bardziej jednak jeśli chodzi o dane liczbowe niż o obserwowalne zjawiska. Owszem, noc była bardzo jasna, ale głównie dlatego, że Księżyc w pełni o tej porze roku góruje bardzo wysoko / odwrotnie niż Słońce /, a  jego blask potęgowała świeża pokrywa śnieżna. Jednak obserwatorzy, którzy z zadartymi głowami wpatrywali się w ,,wyjątkowo wspaniały i wielki Księżyc” ulegli po prostu zbiorowej halucynacji. Ta siła sugestii mediów jest nieco przerażająca . Jeżeli jednak udało się im  wygonić ludzi choć na chwilę na świeże powietrze i skłonić do refleksji nad naturą Wszechświata, to można tę manipulację mediom wybaczyć.

 

Wspomnienia z rykowiska.

Rykowisko to chyba najlepszy czas do podpatrywania, a raczej podsłuchiwania  jeleni. Zdecydowanie łatwiej je wówczas usłyszeć aniżeli  zobaczyć. Las rozbrzmiewa  głosami ryczących samców, czyli byków. Siła ryku, jego głębokość i intensywność to karta przetargowa byka w grze o samice. Przecież to okres godowy tych ssaków. Inaczej ryczy stary, posiadający pokaźne stado łań byk, inaczej  młody pretendent, jeszcze inaczej zalotnik wabiący samicę. Wnikliwy obserwator jest w stanie rozpoznać po głosie pozycję i zamiary jelenia. Niektórzy potrafią  całkiem udanie te głosy naśladować ! Wśród myśliwych organizowane są konkursy w tej dziedzinie, zawodnicy rycząc korzystają ze specjalnych rogów i tub.

W naszej okolicy tegoroczne rykowisko jeleni rozpoczęło się dość wcześnie, jeszcze przed połową września i równie szybko się zakończyło. Wraz z końcem września jelenie zamilkły.

 

jelenie-7-kopiafot. G. Bury

Łatwo się domyślić, że w czasie godów, kierowane rządzą i zazdrością samce nie przepadają za sobą. Jednakże ten stan wzajemnej agresji trwa krótko, przez pozostałą część roku byki chętnie przebywają w swoim towarzystwie, o czym świadczy to zdjęcie, wykonane w połowie sierpnia. Pięć byków, w różnym wieku i kondycji, zgodnie przemierza puszczę, zbierając siły do przyszłej rywalizacji.

 

jelenie-9-kopiafot. G. Bury

Również dla łań przełom sierpnia i września to ostatnie chwile spokoju przed rykowiskiem. Same co prawda nie ryczą, są  jednak obiektem ciągłej presji zazdrosnych i agresywnych  zalotników .

 

jelenie-11-kopiafot. G. Bury

Ten okazały byk objął władzę w tej części lasu. Jest w sile wieku i szczyci się rozbudowanym porożem.

 

jelenie-26-kopiafot. G. Bury

Stadko swoich samic ma ciągle na oku i nie dopuszcza , aby któraś z nich zbytnio się oddaliła. Rywali w okolicy bowiem nie brakuje… .

 

jelenie-6-kopiafot. G. Bury

jelenie-22-kopiafot. G. Bury

Chociażby ten, chętnie skorzystałby z wdzięków którejś z wybranek rywala.

 

jelenie-21-kopiafot. G. Bury

Ten też nie wygląda na zwolennika celibatu, wykształcił niezłe poroże, a i ambicji z pewnością mu nie brakuje.

 

jelenie-1-kopiafot. G. Bury

Tego można zlekceważyć, to gimnazjalny młodzik, którego sylwetka niewiele różni się od łani. Patrzy rezolutnie,  jednak z  takim porożem do rywalizacji jeszcze nie wystartuje. Pozostaje mu unikać agresywnych starszych kolegów i cierpliwie czekać.  Jeśli nie przytrafi mu się nic złego, może za parę lat namiesza w stawce rywali.

 

vlcsnap-error425-kopiafot. G. Bury

Ten zaś to nawet nie gimnazjalista, lecz wyrośnięte dziecko przyozdobione niewielką namiastką poroża w kształcie dwóch patyków, z tej przyczyny nazywany szpicakiem.

 

jelenie-16-1fot. G. Bury

Sąsiad z przyległego rewiru w swej zazdrości posunął się tak daleko, że strzeże swojej wybranki nawet podczas kąpieli, choć trzeba przyznać, że skromnie odwraca głowę… .

 

jelenie-3-kopiafot. G. Bury

Początkiem października jest już po wszystkim. Czas się uspokoić i wzmocnić nadwątlone siły.

 

jelenie-17-kopiafot. G. Bury

Po rykowisku byki są zmęczone i wychudzone. Przed nimi  okres żerowania i odbudowywania masy ciała przed zimą.

 

jelenie-28-kopiafot. G. Bury

Chociaż zakończył się czas rywalizacji o samice, hierarchia  wciąż musi być zachowana.  Podczas gdy stary byk zażywa kojącej kąpieli w błocie, młody byczek cierpliwie czeka, przezornie udając brak zainteresowania.

 

jelenie-34-kopia jelenie-19-kopiafot. G. Bury

Dzikie zwierzęta to krzepcy zawodnicy. Jest 5 stopni powyżej zera, a ten byk bynajmniej nie spieszy się z kąpielą, wygląda na zachwyconego. Nie czuje też presji związanej z cierpliwie czekającym młodzikiem. W przyrodzie właściwy porządek na  szczęście nie został jeszcze postawiony na głowie.

 

jelenie-24-kopiafot. G. Bury

Na koniec jeszcze tylko pozostaje wyładować resztki agresji na otaczającym kąpielisko błocie.

 

jelenie-36-kopiafot. G. Bury

Teraz dopiero do łaźni wstępuje nieśmiało młody byczek.

 

jelenie-13-kopiafot. G. Bury

Również i on bodzie błoto, nieudolnie naśladując  starszego współplemieńca. Wygląda to groteskowo. Ten młodzik ma powody do radości i zabawy. Udało mu się przetrwać rykowisko bez szwanku, unikając razów starszych kolegów i kul myśliwych. Marzy o świetlanej przyszłości wojownika puszczy i pierwszego zalotnika.

 

vlcsnap-error987-kopiafot. G. Bury

Niestety, nie wszyscy mieli takie szczęście. Stary władca wytrzymał presję rywali i myśliwych i wciąż oprowadza swoje stadko po lesie. Jednak poznany wcześniej byczek, smętny i osłabiony, utykając, snuje się między drzewami. Aż nie chce się wierzyć, że to ten sam gimnazjalny młodzik, buńczucznie rozglądający się dookoła na zdjęciu wykonanym dwa tygodnie wcześniej. Teraz cierpi z powodu narośli, widocznej nad lewą przednią kończyną. Czy powstała ona w wyniku rany zadanej przez rywala, czy może tkwi w niej kula niewprawnego myśliwego? Tak czy inaczej trudno będzie młodzikowi przetrwać do wiosny. Niestety, takie dramaty wkalkulowane są w przebieg tego corocznego misterium natury.